NEWS
Kliczko nie gryzie się w język ws. Zełenskiego
Nieobecność ukraińskiego prezydenta na ważnej konferencji w Polsce wywołała komentarze także po stronie ukraińskiej.
Podczas wydarzenia w Gdańsku głos zabrał były mistrz świata w boksie i złoty medalista olimpijski.
Nie ukrywał, że jego zdaniem przywódca Ukrainy powinien był pojawić się w Trójmieście.
Jego słowa padły w czasie, gdy relacje polsko-ukraińskie są obciążone kolejnymi napięciami.
Dopiero po chwili przekazano, że chodzi o Władimira Kliczkę i Wołodymyra Zełenskiego.
Władimir Kliczko uczestniczył w konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy w Gdańsku.
To wydarzenie miało pokazać dalsze wsparcie dla Ukrainy i rozmowy o jej przyszłości po wojennych zniszczeniach.
Jednym z najważniejszych tematów stała się jednak nieobecność prezydenta Ukrainy.
Kliczko w rozmowie z Radiem Gdańsk powiedział wprost, że Wołodymyr Zełenski powinien był przyjechać do Gdańska.
Dodał, że sam życzyłby sobie obecności ukraińskiego przywódcy na tym wydarzeniu.
Były mistrz świata uznał tę nieobecność za błąd.
Szczególnie mocno wybrzmiało to w kontekście ostatnich trudności w relacjach dyplomatycznych między Warszawą a Kijowem.
Kliczko zaznaczył, że właśnie w takich momentach potrzebne są rozmowy, obecność i budowanie wspólnego przekazu.
Podkreślał, że Ukraina powinna patrzeć w przyszłość razem z Polską.
Mówił o polskich przyjaciołach i o potrzebie dalszej współpracy.
Jednocześnie przypomniał, że Ukraina jest wdzięczna Polsce za wsparcie udzielane od 2014 roku.
Według niego Polska jako sąsiad od wielu lat pomagała Ukrainie w wyjątkowy sposób.
Kliczko podkreślił, że to wsparcie miało ogromne znaczenie dla jego kraju.
Jego wypowiedź nie była więc atakiem na Polskę.
Była raczej apelem o naprawianie trudnych relacji i szukanie wspólnej drogi.
Były bokser mówił także o historii, która wciąż wpływa na współczesne stosunki polsko-ukraińskie.
Zaznaczył, że oczekuje wyjaśnienia dawnych zaszłości.
Według niego potrzebne jest uczciwe spojrzenie na przeszłość, ale także patrzenie w przyszłość.
Kliczko przekonywał, że wyjaśnienie historii ma pomóc w budowaniu wspólnego życia, współpracy i wzajemnego wsparcia.
Wskazywał też na wspólnego wroga.
Nazwał nim Imperium Rosyjskie.
Podkreślił, że zarówno Polska, jak i Ukraina dobrze wiedzą, co oznacza rosyjski imperializm.
To mocne sformułowanie wpisuje się w szerszy kontekst wojny i bezpieczeństwa regionu.