NEWS
Moi rodzice znaleźli pod dachem coś różowego i dziwnego. Zadzwonili po pomoc, a specjalista od razu powiedział
Moi rodzice znaleźli pod dachem coś różowego i dziwnego.
Zadzwonili po pomoc, a specjalista od razu powiedział, żeby tego nie dotykać.
Dopiero później okazało się, że to kolonia młodych nietoperzy.
zajmującej się dzikimi zwierzętami.
Po krótkim opisie specjalista od razu przerwał ojcu.
„Proszę tego nie dotykać.”
Powiedział stanowczo.
„Nie próbujcie przenosić, nie odrywajcie, nie zamykajcie szczeliny i nie przepędzajcie dorosłych osobników.”
Te słowa jeszcze bardziej ich przestraszyły.
Mama zapytała, czy to niebezpieczne.
Specjalista odpowiedział spokojnie, że najprawdopodobniej mają pod dachem młode nietoperze albo kolonię rozrodczą.
Wyjaśnił, że w takich sytuacjach najgorsze, co można zrobić, to działać w panice.
Młode nietoperze są bezbronne.
Nie potrafią same poradzić sobie tak jak dorosłe osobniki.
Jeśli człowiek je dotknie, przeniesie albo zamknie im dostęp do kryjówki, może wyrządzić ogromną krzywdę całej kolonii.
Rodzice byli w szoku.
Nietoperze kojarzyły im się z czymś czarnym, szybkim i latającym po zmroku.
Nie z różowymi, nagimi maleństwami ukrytymi pod dachem.
Dopiero wtedy zrozumieli, że to, co wyglądało obco i niepokojąco, było po prostu miejscem, w którym małe zwierzęta przyszły na świat.
Specjalista przyjechał tego samego dnia.
Nie wyglądał na zaskoczonego.
Powiedział, że takie przypadki zdarzają się częściej, niż ludzie myślą.
Nietoperze potrafią wykorzystywać szczeliny w budynkach, poddasza, przestrzenie pod okapami i miejsca, które człowiek uznaje za zupełnie nieistotne.
Dla nich to może być bezpieczna kryjówka.
Dla człowieka — niespodzianka, która potrafi wywołać strach.
Kiedy specjalista zajrzał pod dach, potwierdził przypuszczenia.
To były młode nietoperze.
Różowe, delikatne i jeszcze zupełnie zależne od dorosłych.
Ich wygląd mógł szokować, bo młode nietoperze nie przypominają od razu tych zwierząt, które widzimy wieczorem na niebie.
Są małe, kruche, często nagie albo słabo owłosione.
Dopiero z czasem nabierają wyglądu dorosłych osobników.
Mama, która jeszcze godzinę wcześniej czuła obrzydzenie i lęk, nagle spojrzała na całą sytuację inaczej.
To nie była już „dziwna różowa masa” pod dachem.
To były żywe stworzenia.
Maleństwa, które znalazły sobie schronienie w miejscu spokojnym, ciemnym i osłoniętym.
Ojciec zapytał, czy trzeba je usunąć.
Specjalista odpowiedział, że nie można podejmować takich decyzji samodzielnie.
Przypomniał, że ptaki i nietoperze w budynkach mogą podlegać ochronie, a ich siedliska również są chronione, zwłaszcza gdy chodzi o rozród lub zimowanie.
Wyjaśnił też, że przy dzikich zwierzętach nie powinno się reagować na własną rękę, bo nieumiejętna pomoc może narazić je na niebezpieczeństwo albo doprowadzić do porzucenia przez dorosłe osobniki.
Rodzice słuchali uważnie.
Jeszcze rano myśleli, że mają problem do szybkiego usunięcia.
Wieczorem zrozumieli, że pod ich dachem znajduje się mały, ukryty świat, który trzeba potraktować z ostrożnością.
Specjalista zalecił, żeby na razie nie ingerować w kryjówkę.
Nie zaklejać szczelin.
Nie świecić tam bez potrzeby.